Moja Alzacja- Ruiny Zamku Lichtenberg



60 km od nas znajdują się piękne ruiny zamku Lichtenberg. Słyszałam o nich jeszcze przed zakupem książki. Parę dni temu, siedząc i wybierając trasę, Lorka wskazała właśnie na tą pozycję. Nie pozostało mi nic innego jak zaakceptować wybór i wyruszyć w wybranym kierunku.

Naszą wycieczkę rozpoczynamy na parkingu przy salle polyvalente w Reipertswiller. Miejscowości jest mała, bardzo spokojna. Nie wywarła na mnie efektu „wow” a wręcz przeciwnie. Brak życia w tym miasteczku spowodowa, że nabrałam obaw czy godzinna droga jaką przebyliśmy aby znaleźć sie tutaj, opłacała się. Jednak na końcu byliśmy bardzo zadowoleni

Później podążamy w kierunku zamku Lichtenberg. Książka dobrze opisuje tą wędrówkę, dopiero w drodze powrotnej udaje nam sie na chwilę zgubić 😄.

Podążamy drogą oznaczoną prostokątem czerwono-biało-czerwonym. Mijamy mały kościółek, piekarnię i w końcu wychodzimy ze wsi. Skręcamy w prawo w las. Cały czas kierujemy się naszym czerwono-biało-czerwonym znakiem aż dochodzimy do miejsca zwanego Buxenberg.

Tam czytamy oznaczenia i kierujemy się zgodnie ze wskazówkami na Lichtenberg. Z książką czy nawet bez, „posługując” się tylko oznaczeniami, na pewno dotrzemy na zamek. Do miejscowości Lichtenberg wchodzimy przez las. Dochodząc do głównej ulicy kierujemy sie w prawo. Tutaj już widać nasz cel wycieczki. Po drodze udaje nam się o dziwo zahaczyć o miejscowy bar, który, tak jak zamek, jest otwarty po raz pierwszy od momentu ogłoszenia kwarantanny.

Dalej kierujemy się cały czas prosto na zamek. Po drodze mijamy sławną niegdyś a teraz opuszczoną restauracje „Au boeuf noir”. Przez ponad 100 lat, do 1990r., stanowiła ona centrum życia towarzyskiego miasteczka. Budynek nie przypominając starych czasów swojej świetności, czeka na nowego właściciela.

Pokonując drogę prowadzącą pod górę do zamku, podziwiamy piękne widoki. Po dotarciu do celu okazuje się, że z powodu pandemi, wystawy są nieczynne a na wieżę nie można wejść. No trudno, cieszymy sie pomimo wszystko, że możemy zobaczyć ruiny zamku od środka. Do tego za darmo.

Jego dziedziniec jest bardzo przestronny a mnie urzekają nie tylko ruiny ale także rodziny siedzące na kocach czy przy ławkach nakrytych obrusami i spożywających to co ze sobą przyniosły.

Piknik pod chmurką

Na dziedzińcu powstało wiele nowoczesnych budowli, które świetnie współgrają wraz z murami pamiętającymi pradawne dzieje. W „normalnych” czasach można podziwiać piękne widoki popijając kawę w zamkowej kawiarni. Oczywiście podczas naszej wizyty jest ona zamknięta. Jeśli wybieramy sie w czasach pandemi, należy pamiętać o zabraniu maseczki.

W ruinach zamku znajdziemy podziemny tunel, kapliczkę, studnie i wieżyczkę na którą, ze względu na pandemię, nie możemy wejść.

Uczymy się obsługi lornetki… póki co wychodzi nam to na wspak

Powrót odbywa się obrzeżem lasu oraz przez miejscowe uliczki. Właśnie w tym momencie gubimy się. Dzięki aplikacji Komoot na telefonie udaje nam się jednak wrócić na właściwą drogę i wrócić zgodnie z podaną trasą do samochodu.

Wracając do aplikacji Komod. Zazwyczaj włączam jednocześnie aplikacje Endomondo i przy ostatnich dwóch wędrówkach zauważyłam, że te aplikacje pokazują dwie różne odległości.

Podsumowując :

-Nie wiem ile dokładnie km przeszliśmy. Według endomondo 8.6 km a według Komoot 11.00 km. Książka mówi o ok 8 km. Biorąc pod uwagę, że się na chwilę zgubiliśmy, celuję bardziej w 10km..

-Wycieczka bardzo urozmaicona. Ostatnio lubię wędrówki przez las połączone z wejściem do okolicznych miasteczek.

-Ścieżki momentami wąskie i kamieniste. Wymagają dobrego obuwia trekkingowego. „Najtrudniejszy” moment to wejście na ruiny zamku Lichtenberg.

-W „normalnych” czasach dużo możliwości zrobienia przerwy w restauracji albo barze.

Moje dzieci 3.5 l i 5.5 l miały dużo zabawy na ruinach zamku i bardzo podobała im się ta wędrówka.



Instagram Feed

Something is wrong.
Instagram token error.