Na narty z małym dzieckiem czyli Tyrol w naszych oczach.

W Austrii ostatni raz byłam 2 lata temu zimą. Wówczas Janek miał niespełna 3 miesiące. Mieszkaliśmy w domku (chalet) z 3 pokojami i kuchnią. W tym roku zdecydowaliśmy się pojechać do hotelu z wyżywieniem

Relax Hotel Olympia w Finkenberg w Austrii

Nasz wybór padł na właśnie ten hotel (o którym napiszę później). Wybraliśmy opcję z wyżywieniem, tzw. halbpension, czyli z śniadaniem w formie stołu Szwedzkiego i kolacji składającej się z trzech dań. To był bardzo zły wybór. Nasze dzieci po całym dniu w ruchu, bez snu, były tak zmęczone, że o godzinie 18:30, na którą było można najwcześniej się stawić na kolację były padnięte a ich zachowanie nie pozwalało nam na spokojne spożycie kolacji. Kolacje przerodziły się w swego rodzaju koszmar. Tak więc przez najbliższych parę lat nie zdecyduję się więcej na hotel a już na pewno nie na **** . Ponadto w ciągu dnia i tak jedliśmy małe „co nieco” i nikt nie miał wieczorem dużego apetytu.

Nauka jazdy na nartach Janka (2,5 l.)

Janek był tak zachwycony, że było ciężko go „ściągnąć” z nart .

Zarówno dla Janka jak i dla Laury, kupiłam narty. Nie łudziłam się, że Janek czy Laura, będą szusować po stoku razem z nami. Podeszłam do tego bardzo na luzie. Chciałam po prostu aby zapoznali się z nimi i oswoili. Miało to sprawiać przede wszystkim radość. Miałam nadzieję, że wspólnie z Lorką będą mieć dużo radochy ze wspólnych prób jazdy. Stało się jednak inaczej, ponieważ Lorka nie polubiła się z nartami, a Janek nie chciał z nich schodzić. Potrafi jeździć do przodu, na wszystko inne przyjdzie czas w następnym roku. Jestem jednak pozytywnie zaskoczona z jakim zapałem to robił. Wchodził na wyciąg dla dzieci, ja mu pomagałam z niego schodzić a on zjeżdżał, stawiał się znowu na taśmie wyciągu. Ja stałam na górze i tylko go odbierałam, kiedy on docierał na górę.

Taśma jako wyciąg sprawdzała się idealnie.

Przerwa oczywiście w towarzystwie autek
Janek robił rozeznanie na przyszły sezon

Nauka jazdy na nartach Lorki (4,5 l.)

Laura i jej I miejsce w jej grupie podczas wyścigów. Zadowolenie wygląda inaczej…

Leonhard Stock, mistrz olimpijski z 1980 w narciarstwie alpejskim, do którego należał hotel w którym się zatrzymaliśmy, polecił nam szkołę narciarką gdzie Lorka mogłaby rozpocząć naukę. Chociaż ja będąc jeszcze w domu wyszukałam inną szkołę, oczywistym był fakt, że posłuchałam mistrza i zapisałam za jego poleceniem Laurę do tejże szkółki. Jako, że w Finkenberg nie ma stoków przy hotelach, musieliśmy wjeżdżać gondolą na sam szczyt (a każdy wjazd na szczyt kosztował 20€).
Już pierwszego dnia przekonaliśmy się jakie góry potrafią być nieobliczalne.
Podczas pierwszej lekcji, kiedy to na początku była piękna, bezwietrzna pogoda, zerwał się tak silny wiatr, że zostaliśmy uwięzieni na 2000m.. Kolejka gondolowa stanęła o godzinie 12ej i tego dnia już nie ruszyła. Utknęliśmy w restauracji, gdzie 4 h czekaliśmy na pomoc. Do środkowej stacji zostaliśmy zwiezieni ratrakami. Podróż nim jest niesamowita. Udało mi się nagrać film, co prawda kiepski, bo momentami jechaliśmy po tak stromych ścianach, że musiałam trzymać dzieci aby nie spadły do przodu, a telefon był pomiędzy moją ręką a Jankiem. Janek i Laura byli zachwyceni. Ja przerażona.

Przygoda na stoku… zjazd ratrakiem z 2000m

Następną lekcję Laura przepłakała. Podejście nauczycieli strasznie mi się nie podobało. Było nerwowo i momentami na prawdę nie miło. Sama nie chciałabym tam uczyć się jeździć. Według mnie szkoła jest nastawiona na szybką naukę co niestety wyklucza naukę przez zabawę. Na tym samym stoku lekcję prowadziła druga szkoła, ta którą ja znalazłam w internecie. Bardzo mnie urzekło podejście instruktorki, kiedy dziewczynka w wieku mojej Laury, płakała za mamą i nie chciała jeździć. Instruktorka wzięła dziewczynkę na bok i budowały bałwana. Dziewczynka uspokoiła się i wróciła po chwili do grupy. Wówczas zrozumiałam, że popełniłam błąd i przepisałam Laurę do właśnie tej szkółki. Laura po pierwszym dniu wróciła z uśmiechem oznajmiając, że potrafi zrobić pizzę (potrafi zrobić pług czyli hamować). I tak do końca tygodnia chodziła do szkółki. Zajęcia trwały od 10ej do 15ej. W tym czasie była przerwa, gdzie za odpłatą 17€ dziennie, dzieci mogły zjeść obiad i bawić się w pięknej bawialni przy stoku.
W czwartek organizowane były wyścigi i slalom, ja akurat w tym dniu miałam też prywatną lekcję. Laura zajęła I miejsce w swojej grupie.
Podsumowując, Laura jest bardzo wrażliwa i wydarzenia z pierwszego dnia, złe podejście instruktorki oraz silny wiatr, którego się strasznie przestraszyła, miały ogromny wpływ na dalszą naukę. Narty nie są jej mocną stroną, spróbujemy za rok jeszcze raz. Może wówczas będzie jej się bardziej podobać.

Cudowna atmosfera, cudowne podejście do dzieci i ogromne serce wkładane w pracę.

Ile kosztuje szkółka dla dziecka?

W tej szkółce zapłaciliśmy za 5 dni z wyżywieniem i opieką podczas przerwy 260€. Narty, buty i kask mieliśmy swoje. Do tego musimy doliczyć wjazdy 20 € x 5 dni od osoby, dzieci do lat 6 wjeżdżają za darmo.

Na co zwracać uwagę?


Après-Ski w dziecięcym wydaniu;-)

Każda szkółka, którą do tej pory znalazłam, proponuje 1 dzień próbny. Kosztował on nas 70€, których jednak nie musieliśmy płacić po rezygnacji z pierwszej szkoły. Kwota ta w razie kontynuacji jest odliczana od wartości kursu. Można wówczas zaobserwować czy dziecko ma w ogóle ochotę na narty, jakie jest podejście nauczyciela, czy dzieci mogą iść z nauczycielem siku kiedy muszą a nie kiedy jest przerwa (pozornie drobnostka, która w pierwszej ze szkółek okazała się prawdziwym problemem), itd.

Co bym zrobiła inaczej?

1. Założyłabym Lorce narty dzień wcześniej, próbowała ją zachęcić do jazdy.
2. Wybrałabym inny hotel, taki gdzie stok jest obok lub w miejscowości gdzie nie trzeba wjeżdżać i płacić za każdym razem. I przede wszystkim coś dla dzieci ;-)- chociaż hotel był przyjazny dzieciom i miał mały pokój zabaw i basen.
3. Następnym razem zabiorę bieliznę termiczną na ciepłe dni, coś na krótki rękawek pod kurtkę. Getry powinny być do połowy uda, tak aby z długimi skarpetami nie tworzyły dwóch warstw co powodowało ból w miejscu gdzie but był zapinany.
4. Warto słuchać instruktora. Zostawić dzieci z nim sam na sam. Ustawić się w odległości i obserwować.. stanie przy Lorce nic nam nie dało. Nie chciała słuchać i koncentrowała się na nas. Później zostawiliśmy ja pomimo protestów. Wiem, brzmi strasznie i nie ma nic wspólnego z rodzicielstwem bliskości ale to chyba klucz do sukcesu. Po pierwszym dniu była bardzo zadowolona. A my z mężem mogliśmy również korzystać z uroków naszego urlopu (wyrodna matka )

Tyle zabawy i radości przy nauce jazdy na nartach wśród innych dzieci.

Reasumując

To był cudowny urlop. Bardzo wymagający ale wróciliśmy wszyscy zadowoleni

Instagram Feed

Something is wrong.
Instagram token error.